JOANNA OPARCIK - STYLISTKA

ZAPRASZAM DO POLUBIENIA MOJEJ STRONY - TWOJA STYLISTKA
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amerykańskie Domy Mody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amerykańskie Domy Mody. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2011

Torebki The Row


Mary-Kate and Ashley Olsen maja ostatnio pełne ręce roboty - nie tylko uruchomiły właśnie platformę Style Mint, ale równiez wciąż intensywnie pracuja nad kolejnymi etapami rozwoju swojej ekskluzywnej marki The Row.

The Row od pierwszej chwili przykuło mają uwagę - może nie ma tu nic odkrywczego, a ceny sa zawrotnie wysokie, ale jakość materiałów, a przede wszystkim podejście jakie siostry prezentują - skupienie sie na idealnym kroju, prostocie ocierającej się o skrajny i surowy minimalizm - sprawia, że zakochałam się w tych rzeczach.


Teraz przyszedł czas na torebki - kilka z nich wygląda znajomo? Nic dziwnego - największa jest wzorowana na vintage Fendi, którą swojego czasu Ashley wszędzie ze sobą nosiła. Worek - toż to prawie torba Alexandra Wanga. Kopertówka - istne Celine SS 11.

Tak czy inaczej - kolekcja jest czysta, spójna i na pewno znajdzie licznych nabywców.



niedziela, 20 lutego 2011

NY FW Fall 2011/2012 - WIELKA RECENZA #1 (O-Z)



Ciąg dalszy recenzji....


Oscar De La Renta - bardzo bogata i elegancka kolekcja, w typowym pełnym przepychu stylu. Dużo zdobień i futrznych elementów. Może się podobać

Ohne Titel - niezła kolekcja nawiązująca do poprzednich sezonów. Trochę grafiki, trochę asymetrii, fajne swetry. 

Peter Som - Miły oddech w stylu lat 50., od wszędzie obecnego stylu glamour lat 70. Gładkie linie, bardzo kobiece. Pierwsza myśl to film "Ptaki". Plus za piękny wzór bratków na sukienkach i podszewkach

Ports 1961 - fajna biurówka. Kolejna kolekcja inspirowana latami 50. w bardzo miejsckiej, dobrze noszącej się wersji. Aż ma się ochote pracować w biurze (nowojorskim)

Prabal Gurung - rośnie nam kolejny projektant strojów na mniejsze i większe premiery. Bardzo miłe dla oka sukienki i zestawy. Bez nadmiernego słodzenia. 


Preen - ostatnio wystawia moje nerwy na dużą próbę. Po słabej kolekcji pre-fall, dalej bez fajerwerków. Poprzedni jesienny sezon zdecydowanie lepszy. Nagromaczenie drobnych, geometrycznych wzorów, rodem z kolejdoskopu - wyjątkowo denerwujące.

Proenza Shouler - wolę jednak ten duet w prostszych, bardziej strukturalnych projektach. Niektóre modele do zapomnienia, inne poprostu ładne.

Rachel Roy - zaczynałą od tylko wieczorowych strojów dla członków society. Teraz coraz cześciej projektuje dzienne zestawy. Kolekcja dość przeciętna, acz przyjemna. Kilka niezłych rozwiązań na sukeinkach i spódnicach.


Ralph Lauren - ma na pewno rzeszę oddanych fanów. Mnie czasem coś wpadnie w oko ale to nie moja estetyka. Zbyut dosłownie, zbyt komrcyjnie, zbyt przewidywalnie. Z drugiej strony klienci zawsze mogą liczyć na tę markę, że pokaże to co kochają. Jak zykle kobiecy szyk przełamany tą specyficzną męskością, sporo skóry.

Reem Acra - jedna z ulubionych twórców wybierana przez gwiazdy. Czerwony dywan w czystej esencji. W swoim gatunku najczęściej bezbłędna. Krótsze sukienki bym odpuściła, ale te peleryny - cudowne.

Richard Chai Love - to "love" chyba prowokuje do pokochania tej kolekcji. Wiem, że nie jest wybitna, ale zpodobała mi się ta kolekcja. Długie sylwetki, wspaniałe wiązania i sploty płaszczy. Chwyta za serce miłośników ponurego romantyzmu


Rodarte - wielkie obawy co też siostry znów wymyślą. Przeszły długa drogę od pozytywnie odbieranych przez Annę Wintour, ale w gruncie rzeczy nieco tandetnych i nastawionych na efekt sukni, aż do całkowitej dekonstrukcji i zabawę formą. Dorosły. Nowa kolekcja bardzo spokojna i zaskakująco delikatna. Chyba nawet zbyt spokojna

Tommy Hilfiger - ten sam rodzaj projektanta co Lauren albo Kors. Sprawdzona, na swoich klientach, klasyka. Robi to co umie najlepiej - raz wychodzi gorzej, raz - jak tu - lepiej. Preppy chic w dobrym gatunku.

Thakoon - lekkie odejście od zwykłego stylu, narzecz świetnych wzorów. Dużo inspiracji Afryką, ale w takim miejskich, zachodnim wydzwięku. Jednocześnie też krata. Kurtki i kamizelki puchowe ale z satyny. Gra konwencją


The Row - nie jest tajemnica, że bardzo kibicuję bliźniaczkom Olsen i chętnie patrzę na kolejne kolekcje. Po świetnym debiucie, nieco słabszej kolekcji pre-fall - tu doskonałość. Chyba najlepsza kolekcj aw ich krókim stażu. Ukochana przez nich prostota i minimalizm, ale bez pretensjonalnej przesady. Doskonałe elementy z krokodylej skóry. Przepiękne czapy



Theysken's Theory - zmarnowany potencjał. Olivier jest wybitnym projektantem, którego talent niejednokrotonie poznawaliśmy podczas pracy dla Niny Ricci. Tu - komercyjna, nudna kolekcja. Nie tego się spodziewałam. 

TSE - ech, jeszcze dwa lata temu byłam zachwycona. Świetne dzianiny i kształty. Tu - bezbarwność, powtarzalność. Czas się obudzić. Jedna piękna peleryna to za mało

Vera Wang - to przykłąd na to, że uczyć można się całe życie. Nigdyś znana ze swoich sukien ślubnych, dziś skupia się na kolekcjach dziennych. Coraz lepszych. Tu świetne przeźroczystości, kurtki. Plisy, sporo sukienek, ale bynajmniej nie na ślub gwiazd.


Victoria Beckam - wciąż nie wierze, że ona naprawdę tworzy modę. I to, z roku na rok, modę na coraz wyższym poziomie. Doskonałe cięcie, minimalistyczne linie przełamane kombinowanymi dekoldami. Prawie wszystko co się da jest zakryte, a jednak tak seksowne. Przepiękne bordo.

Y-3 - Yamamoto w wersji komercyjnej i łagodnej. I choć wolałabym widzieć jego inne oblicze - zawsze chętnie oglądam kolejne kolekcje. Dużo fajnych kurtek i płąszczy, lepsza kolekcja męska. 

Zero+Maria Cornejo - kolekcja niestety dużo gorsza niż niedawno pokazywane pre-fall. Tak jakby autorka poszła na skróty i na kompromis w stosunku do niedawnych pomysłów. Tylko wspomnienie po pięknej japonistyce.
zdj.style.com

sobota, 19 lutego 2011

NY FW Fall 2011/2012 - WIELKA RECENZA #1 (A-N)


Wielka nie bynajmniej, że uzurpuje sobie prawo do posiadania ostatecznego, jedynie słusznego zdania. Ani tym bardziej nie posiadam karcącego palca sprawiedliwości.

Ot, Wielka Recenzja będzie bo sporo się tego nazbierało. A więc przed wami moi drodzy - dłuuuugi post.


3.1 Phillip Lim - to co zwykle robi najlepiej. Proste kroje w męsko-damskich stylizacjach, taki tomboy look ale w bardziej eleganckiej, "biurowej" wersji. 
Podoba mi się też idea za tą kolekcją - rowerowy szyk.

ADAM - straszna historia spalenia się, zaledwie kilka tygodni temu, większości kolekcji - ręcznie robionych swetrów - sprawiła, że inaczej patrzy się na te ubrania. Tak czy inaczej spójna kolekcja. Trochę się kojarzy z poprzednimi kolekcjami MJ. Lata 70.

Alexandre Herchcovitch - jeden z moich ulubionych projektantów. Wiadomo - delikatne inspiracje japonistyką, latami 20. zawsze na mnie działają.

Anna Sui - poprawna kolekcja, baaaardzo w jej stylu. Nic się nie zmienia. Dla fanów.

Alice+Olivia - kolekcja od lewej do prawej. Zero jakiegoś mianownika. Troche brokatowych tkanin, trochę satyny, ale też wełna. Przyjemne, inspirowane Miu Miu 2006, sukienki, brzydkie botki.

Alexander Wang - po świetnym debiucie zaczął się powtarzać i doprowadził "trash chic" do granic mojej wytrzymałości. Teraz wraca ze świetną, mroczną kolekcją. Mistrzostwo.

Altuzarra - zniżka formy i nuda. Trochę Gucci za czasów Toma Forda. Niezła skurzana spódnica, "skradziony" pomysł kołdro-płaszcza od Wanga.

BCBG Max Azaria - jak zwykle neizawodne, dużo "blokowych" zestawów kolorystycznych. Znana z poprzednich kolekcji oszczędność, ale też złamana lekkim romantyzem pływających tkanin. Ukochane przeze mnie "szlafrokowe" kroje.

Bodkin - malutka, acz urocza prezentacja. Eko moda w miejskim stylu. Nieco siermiężna, szorstka. Zobaczymy jak mark abędzie się rozwijać.

Behnaz Sarafpou - niestety do zapomnienia. Szkoda, chętnie obserwuje kolejne projekty. W tym sezonie - szału nie ma. Troszkę zbyt komercyjnie.

Bill Blass - prezentacja w słynnym Monkey Bar. Tym więcej oczekuje się od kolekcji. Lata 70. w pełni. Styl Annie Hall/Diane Ross w wersji zimnego glamour.

Calvin Klein - jeden z moich ukochanych domów mody. Niestety w tym sezonie Costa nie zachwyca. Tylko poprawnie. I choć dla innych marzeniem jest osiągnąć ten poziom , dla CK to za mało. Plus koszmarne buty

Costello Tagliapietra - zawsze z przyjemnością oglądam co też ten duet znó wymyślił. Kolory trochę jakby letnie, ale tym bardziej inna kolekcja od pozostałych w NY. Świetne, opływające kształty, podkreślona talia i luźna reszta.


Carlos Miele - typowa, wyjściowa kolekcja. Dużo długich sukien. Kilka fajnych projektów.

Carolina Herrera - jak zwykle klientki z Manhattanu mogą byc zadowolone. Znane im linie najwyższyj próby. Moda nie dla każdego, ale w swoim rodzaju, najlepszego gatunku.

Derek Lam - jak dla mnie poniżej swojego zwykłego poziomu. 

DKNY - pięknie użyta malinowa czerweiń, dużo nawiązań do lat 60.

Diane von Furstenberg - klasyka nowojorskiego glamour. Diane, stała bywalczyni sceny klubowej lat 70., nigdy do końca nie przestała być tą dziewczyną. Dlatego nawet bardziej "pańciowate" stroje i tak mają ten mocny feel.m choć kilka można by spokojnie wyrzucić.

Donna Karan - główna linia w tym roku piękna acz zachowawacza. Brakowało mi jednak typowych dla niej zamaszystych tkanin. Ot taki mój fetysz

Erin Fetherston - zaczynała z romantycznymi, inspirowanymi latami 60., sukienkami. Dużo koronek, szerokich i krótkich kształtów. Myślałam, że w końcu się rozwinie. Słodyczy już nie ma, ale zamiast tego otrzymaliśmy pseudo-minimalistyczną, całkowicie bezbarwną kolekcję

Elie Tahari - momentami brakowało spójności, ale niezła kolekcja. Wolałabym, żeby Elie skupił się na tych latających tkaninach, niż na smooth looku ze spodniami, ale ok.

Halston - w końcu lepszy sukces dla tej umęczonej marki, której jakos nikt nie może na dobre reaktywować. Czyżby początek lepszej passy?

Helmut Lang - mam nadzieje, że Helmut tego nie widzi. Zupełny bezsens.

Jason Wu - kilka fajnych sukienek, styl podobny co zawsze, ale jednak czegoś brakowało. Średnio.

Malandrino - dobra kolekcja z kilkoma prawdziwymi perełkami. Seksowne przeźroczystości, ale w żadnym wypadku nie słodkie
Marc by Marc Jacobs - Marc chyba się zapatrzył na własne kolekcje z linii głównej. Nic nowego

Marc Jacobs - ciekawa kolekcja, pełna grochów i eleganckich kształtów

Marchesa - marka znana z ubierania gwiazd na czerwony dywan. Ta kolekcja pewnie też się na nim pojawi, chociaż dużo ty przekombinowanych wzorów. Te elementy inpirowane V&R są w takim wykonaniu wyjątkowo niepokojące

Michael Kors - jak zwykle czysty, nowojorski styl. Bogato, ale bez krzyku. 

Monique Lhuillier - typowa dla niej wieczorowa kolekcja, w sam raz na przyjęcie lub premierę. Dużo błyskotek i aplikacji.

Naeem Khan - dramatyczna kolekcja. Nie jednak w sensie posiomu, a teatralności. Po całych zastępach minimalistycznych kreacji to tez jest potrzebne. Piękne, "mięsiste" suknie 

Narciso Rodriguez - nie wiem ile razy moge powtórzyć jeszcze "piękna kolekcja", ale to samo się tu ciśnie. Prostota, ale z taką dzieczęcą delikatnością. Dzięki temu nawet "męskie" płaszcze są urocze

Nicole Miller - doskonałe geometryczne wzory na tkaninach, nie nachalne. Monochromatyczne zestawienia pozwalają dostrzeć doskonałość krojów. Świetne, długie kamizelki/płaszcze.

zdj. style.com

sobota, 12 lutego 2011

Kirsten Dunst dla Band of Outsiders 2011


Retro klimat w sesji reklamującej kolekcję Band of Outsiders SS 2011. 
Kirsten pasuje to doskonale, jako że od dawna jest znana z zamiłowania do takich stylizacji i lekko offowych (lub pseudo offowych) zdjęć.

Autorzy sesji chyba trochę się inspirowali Marią Antoniną Sofii Coppoli, w zakresie stylizacji sesji i stylistyki samych zdjęć. Tak czy inaczej - wyszło nieźle.








zdj. tfs.com

środa, 12 stycznia 2011

The Row Pre-fall 2011



Kolekcje Pre-fall 2011 sypią się jak z rękawa, odciągając nieco naszą uwagę od zbliżającego się sezonu wiosna/lato. Taka schizofreniczna sytuacja wydaje się być coraz częściej oczywista dla świata mody - mamy jesień/zimę, jednym oczkiem patrzymy już na wiosnę, a tu kolekcje na kolejną jesień ruszają na wybiegi.

Od dawna obserwuję coraz bardziej rozwijająca się markę The Row. Mając trochę (ok sporo, ale burżujskim gestem zmilczmy to) wolnej gotówki odrazu zaopatrzyłabym się w ich piękne płaszcze, świetnie skrojone t-shirty czy doskonale miękkie kurtki. 


Niektórzy zarzucają siostrom Olsen zbytnie wzorowanie się na Rick Owensie (którego prace są moim osobistym Świętym Graalem), ale ja doceniam ich odwagę w porzuceniu całego blichtru i otoczki sukcesu, jakie towarzyszyły ich dziecięcym markom. 
Zaryzykowały stawiając na jakość i niekomercyjne podejście. 

A wszystko zaczeło się od poszukiwania idealnego T-shirtu...

Teraz czas na efekty w postaci najnowszej kolekcji pre-fall 2011:




zdj. style.com, tfs.com

piątek, 10 grudnia 2010

Pre fall 2011 - post zbiorczy


Choroba rozłożyła mnie na całego, a tymczasem pokazy pre-fall 2011 w pełni. Zatem bez zbędnych słów zobaczmy co tam nowego pokazali nam najlepsi projektanci. Oczywiście jest to wybór subiektywny - z pośród pokazanych dotąd wybrałam te, które szczególnie przykuły moją uwagę.

BCBG MAX AZARIA - zwiewne sukienki. Ale też te bardziej pasujące do stylo office/work. W kolorach mocnych, ale juz jesiennych.

Diane von Furstenberg - zestawy mono w zdecydowanych kolorach. Inspiracja latami 70. Zmodyfikowane wrap dress. Wyjątkowa konsekwencja.

Doo.Ri - uwielbiam ten gotycki romantyzm, jaki od kilku już sezonów proponuje Doo-Ri Chung. Styl jak dla smutnej dziewczyny, pracującej w biurze w Londynie lat 20.


Donna Karan - jak dotąd moja prawie ( ;) ) ulubiona kolekcja. Miękkie dzianiny w kolorach ziemi. Oczywiście wszystko to już kiedys pokazywała, ale jeśli robi się to z taką klasą - nie ma w tym nic złego. Kilka lat temu jej nie doceniałam, teraz wyraźnie się to zmieniło. 
Nie mówiąc juz o wspaniałej srebrenej sukni z kokardą.

Michael Kors - bardzo amerykańska, komercyjna kolekcja. Co nie znaczy, że zła. To jest po prostu to, w czym Kors jest najlepszy. Kilka wizerunków wygląda jakby żywcem wyciągniętych z szafy Jackie O. Styl jak na poźno wakacyjny rejs po jeziorze, ale też z lekkim twistem. Kilka ciekawych sukienek ze skórzanymi elementami. 
Jackie widocznie zaszalała.


Pringle of Scotland - zachwyciły mnie bardzo wysokie kołnieże. Dobra miejsca kolekcja w neutralnych kolorach z ciemnymi, szmaragdowymi akcentami. Kroje architektoniczne, raczej nie dopasowane jeśli chodzi o góry. Silne i kobiece, w żadnym razie nie dziewczęce.


Oscar de la Renta - kolejna typowa dla de la Renty kolekcja, bardzo kobieca, wariacje na temat lat 50/60. Idealna na wielkie wyjścia czy mniejsze kolacje. Raczej nic z tego nie założymy do biura. Tylko kto chciałby ryzykować zniszczenie takich strojów w biurze? Zbyt wiele dziurkaczy wokoło.


Zero+Maria Cornejo - mój ZDECYDOWANY FAWORYT. Piękna kolekcja, inspirowana etnicznymi elementami Azji. Spokojne kolory, ciekawe nadruki. Każdą z nich natychmiast bym zaadaptowała i już nigdy nie oddała.



A dodatkowo - CHANEL, specjalna kolekcja Paryż-Bizancjum. Po Szanghaju, Moskwie czas na Bizancjum. Cokolwiek Karl rozumie pod tym pojęciem. Ani to RTW ani HC, gdzieś pomiędzy. Tylko czekać, aż zobaczymy  kolejny film reżyserowany przez Lagerfelda